Zespół odkrywców, który od kilku lat pracuje w Système Wuinant-Haminte, od miesięcy czekał na nagrodę: wykonanie pierwszej integralnej przeprawy z Wuinant do Haminte. Kurs, który nie ma sobie równych w Belgii. Półtora kilometra przez dużą galerię (często o szerokości 10-15 m), we wspaniałym otoczeniu; prawie nieskończona seria dużych masywów stalagmitów we wszystkich kształtach i kolorach, które odbijają się w wodzie wielu basenów. Ale także strefa półsyfonowania o długości 50 m, w której nawet w „suchych” warunkach trzeba wykonać kilka niskich korytarzy i 2 nurkowania swobodne.
Poprzednia próba, w maju 2022 r., nie powiodła się, ponieważ cała rzeka na zewnątrz (La Magne) zniknęła w dziurze, która spontanicznie powstała w ciągu dwóch dni, poprzedzając próbę przebicia (na moje szczęście, bo w tym dniu nie mogłem tam być).

17 lipca 2022 r., 4 Walonów, 4 Flamandów i 1 Polak chciało ją wreszcie ukończyć: Annette, Erik, Paul, Krzysztof (ST) van Avalon, Patrice (GRSC), Robert/Bobo (C7), Jonathan (SCAN), Charlotte ( RCAE?) i Stijn (Kaskada). Niestety Frits i Jack nie dali rady być z nami.

Od tygodni nie padało, trwała prawdziwa fala upałów. Znowu cały Magne zniknął w dziurze, tym razem w górę rzeki.

Przepływ nie był duży (+/- 15 l/s), ale było pewne: woda trafiła do Wuinant, cały czas w górę rzeki. W jaskini znajduje się duży punkt zbiegu w podziemnej rzece nieco dalej (1 km od P40 w Wuinant). Jest to „perte principale”, gdzie często cała woda znika (i wciąż nie wiemy gdzie!). W takich okolicznościach woda nie płynie dalej w kierunku P40; i tylko wtedy można ominąć strefę syfonowania. Wszystko zależało od tego, czy ten „perte principale” mógł dziś wchłonąć całą tę wodę.

Neopreny włożone, a P40 wyłączone. Wkrótce nadeszła wiadomość, że na dnie P40 płynie mała rzeka. To była bardzo zła wiadomość, bo wtedy syfony są już prawie zamknięte. Jak to było możliwe?! Pierwszym człowiekiem był Stijn, nurek (szczur wodny). Woda znajdowała się około 30 cm powyżej czerwonego paska farby, który wskazywał maksymalny poziom, przy którym było to mniej lub bardziej bezpieczne. Paul powiedział mi że kiedyś pokonali ten odcinek przy stanie wody 10 cm nad linią i uznali, że naprawdę nie powinien być wyższy!

Pierwsze dolne przejście to krótka „kaczka” z zazwyczaj 10-15 cm powietrza. Kiedy dołączyłem do Annet, Stijn i cała reszta już zniknęli w syfonie i komunikacja nie była możliwa. Ten syfon ma linę do podążania pod wodą, która przebiegała bardzo nisko, więc nie miałem pojęcia o długości nurkowania. Poza tym nie można było dotknąć dna, kiwaliśmy się jak kaczki. Nieco później 3 szarpnięcia liny były znakiem, że może iść następny. Teraz moja kolej, za mną był Erik, który szedł jako ostatni z zespołu. Potrzebowałem chwili, by zebrać wystarczająco dużo odwagi. W końcu ruszyłem, trzeba było zanurzyć się pod wodę na ponad 1 metr, za nim było 20 cm powietrza, ale znowu bardzo głęboka woda.
Byłem teraz bardzo zaniepokojony, ponieważ wiedziałem, że później będzie o wiele trudniej. Dziesięć metrów dalej, najbardziej niebezpieczne nurkowanie. Zawsze trudne, z wychodniami skalnymi w suficie. Nawet punkty kotwiczenia były dzisiaj pod wodą!


Paul poczekał na mnie po drugiej stronie syfonu, aby w razie czego mi pomóc. Zanurkowałem zdecydowanie za głęboko i straciłem orientację walcząc (oczywiście w czekoladowej wodzie). Wynurzyłem się nogami, tuż pod podbródkiem Paula i zadałem mu silny cios, co sprawiło, że mocno ugryzł się w język. Krótko mówiąc, kiszka!
Powrót prawie nie wchodził w grę, część zespołu już ruszyła, a przede mną jeszcze jeden syfon 1,5 do 2 m którego wcześniej nie robiłem.

Po około 30 metrach idąc strumykiem dotarliśmy do dwóch potężnych sal (jak na Belgię, gdzie byłem już 3 lata temu).
Po krótkiej sesji zdjęciowej udaliśmy się dalej.

Wciąż chodził mi po głowie ten ostatni syfon. Kiedy dotarliśmy do niego serce zaczęło mi bić coraz mocniej. Nie rozumiałem toczonych wokół mnie po francusku rozmów. Odwróciłem się w kierunku Paula i zapytałem o co chodzi. Odpowiedział, że nie jest tak źle, mamy do pokonania nie więcej niż 2 metry.
Nie myśląc długo wziąłem głęboki wdech i pod wodę!
Wow, nie było tak źle jak się obawiałem. Tę stronę syfonu miałem okazję zobaczyć parę miesięcy wcześniej. Na zakończenie czekała nas jeszcze przeprawa przez kilka zacisków z worami.

Około 17:00 wszyscy wyszli na powierzchnię.
Pamiątkowa fotka i tradycyjnie w drodze powrotnej udaliśmy się na zasłużone piwko.

Dziękuję całemu zespołowi,
a szczególnie Paulowi.

Krzysztof Nędza-Kubiniec ST

korekta: Maria Chorążewska